Obecnie Wolin jest niewielkim miasteczkiem położonym na wschodnim brzegu wyspy o tej samej nazwie. Od reszty kraju oddzielony jest rzeką Dziwną. Raz jej nurt kieruję się ku morzu, powodując obniżenie poziomu wody w Zalewie Szczecinskim, a kiedy indziej rzeka płynie w kierunku Zalewu. Podobnie jak nurt Dziwny, życie współczesnych mieszkańców Wolina toczy się leniwie. Cała obecna ludność to przybysze z różnych części Polski, najczęściej potomkowie emigrantów z biedniejszych części kraju, którzy po zakończeniu II wojny światowej szukali na tzw. ziemiach odzyskanych lepszego życia. Do niedawna tradycja wojny i zasiedlenia Wolina przez Polaków była bardzo żywa. Częściowo dzięki intensywnej propagandzie komunistycznej, częsciowo z powodu kolei własnego losu Polaków doświadczonych zarówno przez wojnę, jak i wydarzenia, które nastąpiły po jej zakończeniu.

Charakterystycznym obiektem, kiedyś wręcz wizytówką miasteczka były elewatory zbożowe wzniesione tuż nad brzegiem Dziwnej. Obecnie zaniedbane powoli popadają w ruinę. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewiędziesiątych odbudowano leżącą przez niemal czterdzieści lat w gruzach katedrę. Główną atrakcją Wolina jest jednak skansen archeologiczny położony na wysepce Dziwnej. Początkowo były to pojedyncze chaty, w których raz w roku odbywał się międzynarodowy festiwal wikingów, dość licznie odwiedzany przez gości z Danii, Szwecji i Norwegii. Obecnie jest to nie tylko muzeum, ale także placówka naukowo-badawcza Instytutu Archeologii i Etnografii Polskiej Akademii Nauk. W Wolinie na każdym kroku widoczne są ślady historii. Zarówno najnowszej, jak i tej sprzed tysiąca lat. Niemal każdy mieszkaniec miasteczka ma świadomość wielkości minionej przeszłości, a turyści dowiadują się o niej z przewodników i w osadzie słowiańsko-wikińskiej. Jednak większość przybyszów nie wie, że historia Wolina, zwłaszcza ta najdawniejsza, jest nie tylko bardzo zagmatwana, ale też wciąż pełna hipotez i zagadek.

Duży wpływ na świadomość historyczną starszego pokolenia Polaków miały dwa wydarzenia: okupacja niemiecka podczas wojny oraz natarczywa propaganda komunistyczna, uzasadniająca względami historycznymi przesunięcie granic nowego państwa polskiego na zachód. Przez ponad 40 lat komunizmu często mówiono i pisano o „powrocie do macierzy”, „starych piastowskich granicach” itp. Pozostałością tych czasów jest pomnik Trygława wzniesiony w 967 r. Napis na tym pomniku głosi, że powstał on w tysiąclecie przyłączenia Wolina do państwa polskiego. Tymczasem średniowieczne źródła milczą na temat rzekomego przyłączenia Wolina do państwa polskiego w czasach Mieszka I. Jak wiadomo, każda nacja, każde pokolenie odczytuje i interpretuje historię na swój własny sposób, i co nie mniej ważne, na własne potrzeby. Wolin jest tego modelowym przykładem

Historyk bada przeszłość na podstawie źródeł. Do najdawniejszych dziejów Wolina dysponujemy źródłami łacińskimi (tzw. Geograf Bawarski, Widukind z Korbei, Adam z Bremy, Saxo Gramatyk, Thietmar z Merseburga), arabskimi (Ibrahim ibn Jakub) oraz skandynawskimi (sagi o czynach wikingów). O ile od stuleci źródła pisane są dobrze znane i zbadane, o tyle źródła archeologiczne odkrywane są wciąż na nowo. W latach 2012 – 2014 podczas budowy basenu nowej mariny, odkryto szereg nowych obiektów. Na leżące w ziemi ślady historii można się natknąc w Wolinie niemal wszędzie. Na początku lat siedemdziesiątych XX wieku podczas kopania fundamentów podwórkowej szopy znaleziono kamienne siekiery z VIII – IX wieku. Rybacy łowiący ryby w wodach Dziwnej i Zalewu nie raz wyciagają zamiast ryb prastare łodzie, przez setki lat zalegające w mule. Czasami jest to kadłub alianckiego samolotu zestrzelonego przez niemiecką baterię artylerii przeciwlotniczej ulokowaną w pobliżu miasteczka.

Po II wojnie światowej nauka polska miała za zadanie udowodnić prawa nowego państwa polskiego do ziem zajętych kosztem Niemiec. Zarówno źródła pisane jak i znaleziska archeologiczne interpretowano jako dowód polskości tych ziem. Dlatego stworzono metodologiczną teorię „importów”. Obiekty archeologiczne pochodzące z innych kręgów cywilizacyjnych (Skandynawia, Niemcy) określano jako „importy” tj. sprowadzone z zewnątrz i nie negujące słowiańskości, a więc pośrednio i polskości tych ziem. Cenzura pilnie śledziła treść prac naukowych z tak wąskiej zdawałoby się dziedziny jak sławistyka czy językonawstwo. Kiedy pod koniec lat siedemdziesiątych poprzedniego stulecia jeden z krakowskich uczonych złożył do druku w czasopismie ukazującym się w porażającym nakłądzie 500 egzemplarzy artykuł, w którym polemizował z powszechnie obowiązującym dogmatem o „pradawnej obecności” Słowian (a więc i Polaków) na ziemiach dziejszej Polski, został zatrzymany przez cenzurę jako „nieprawomyślny”. Innym przykładem ówczesnej politycznej poprawności może być Biskupin. Kiedy w latach międzywojennych nauczyciel miejscowej szkoły zauważył ślady dawnych budowli drewnianych na wyspie jeziora biskupińskiego, powiadomił o tym archeologów z Uniwersytetu Poznańskiego. Po rozpoczęciu prac wykopaliskowych gazety na pierwszych stronach donosiły o odkryciach w „polskich Pompejach”. Wszystko co znaleziono, świadczyć miało o słowiańskim charakterze osady. Kiedy jednak zbadano za pomocą nowoczesnych metod fizyko-chemicznych drewno użyte do budowy domów, palisady i mostu łączącego osadę na wyspie z lądem, okazało się, że zostały one ścięte ponad 700 lat przed narodzeniem Chrystusa. Oczywiście w VIII wieku przed Chr. nie może być mowy o Słowianach (jeszcze nie wyodbrębnili się ze wspólnoty indoeuropejskiej), ani o Germanach. Mimo to w powszechnej świadomości Polaków Biskupin to wciąż „stary, prasłowiański gród”.

Najstarsze dzieje Wolina sięgają VIII wieku po Chr. Pierwotni mieszkańcy osady zajmowali się rybołóstwem i rolnictwem. Wolin wymieniony jest najwcześniej w tzw. Geografie Bawarskim. Jest to anonimowa notatka, która wylicza plemiona i grody położone na północ od Dunaju. Wśród ponad dziesięciu nazw plemiennych, identyfikowanych z ziemiami dzisiejszej Polski wymienieni sa Wolinianie. W tym przypadku nie chodzi chyba jednak o mieszkańców grodu, ale plemię sprawujące władzę nad całą wyspą. Interesujący opis miasta pozostawił pochodzący z Hiszpanii żydowski kupiec i podróżnik Ibrahim ibn Jakub. Otóż około roku 964 – 965 zawędrował on do Czech i na dwór cesarza Ottona I. To właśnie Ibrahimowi ibn Jakubowi zawdzięczamy charakterystykę drużyny Mieszka I oraz opis domniemanych granic jego państwa. Z przekazu tego egzotycznego podróżnika nie wynika jednak, że w połowie X wieku Wolin znajdował się w granicach monarchii piastowskiej. W tym samym czasie pojawia się w źródłach pierwsza wzmianka o Mieszku I. Otóż zyjący w X wieku niemiecki kronikarz Widukind z Korbei napisał Dzieje Saksonii. Sporo uwagi poświęcił Wichmanowi, niemieckiemu rycerzowi, który za panowania cesarza Ottona I (936 – 973) zszedł na złą drogę i został skazany na banicję. Opuszczenie ojczyzny okazało się dla niego wejściem na równie pochyłą. Udał się do sąsiadujących z cesarstwem Słowian Połabskich, zamieszkujących między Odrą a Łabą, systematycznie najeżdzanych i podbijanych przez Niemców. Najprawdopobniej w 963 r. Wichman na czele Wieletów najechał państwo Mieszka i zadał mu dwukrotnie klęskę. W walkach zginął nieznany nam z imienia brat polskiego księcia. Kiedy kilka lat później, a dokładnie w 967 Wieleci i renegat Wichman ponownie najechali Mieszka, książe polski dzięki pomocy swych czeskich sojuszników (małżeństwo z Dobrawą) pokonał najeźdźców, a sam Wichman zginął. Po stronie Wieletów stali też Wolinianie. Nie wynika z tego jednak, że po zwycięstwie Mieszka miasto i wyspa dostały się pod jego panowanie. Najazdy wygnanego z Niemiec Wichmana i słowianskich przecież Wieletów przez lata przedstawiane były w propagandzi i podręcznikach szkolnych jako przejawy niemiecjkiej ekspansji na wschód.

Najdawniejsze dzieje Wolina splatają się równieź z barwnymi dziejami Wikingów. Językoznawcy wywodza ten termin od wyrazów „vik” – zatoka, fiord lub „viken” skierować się. A więć „Wiking” to ktoś, kto opuszcza rodzinny dom i wyrusza za morze. W okresie VIII – XI wieku Wikingowie stali się postrachem wielu krajów Europy. Najeżdzałi Irlandię, Brytanię i Francję. Na początku X w. osiedlili się nawet u ujścia Sekwany, a ich przywódca Rollon został nominalnie wasalem króla Francji Karola Prostego. Po ponad stu latach latach Normanowie mieszkający od pokoleń we Francji najechali Anglię, a ich przywódca Wilchelm Zdobywca dzięki zwycięskiej bitwie pod Hastings został w 1066 r. królem Anglii, nie przestając być wasalem władcy francuskiego. O ile Wikingowie z terenów dzisiejszej Danii i Norwegii ruszali na swe wyprawy w kierunku zachodnim o tyle zamieszkujący Szwecję Waregowie penetrowali południowe wybrzeże Bałtyku. Docierali na swych łodziach nawet na Morze Czarne i Kaspijskie. Napadali na posiadłości bizantyjskie i jednocześnie prowadzili handel. Wareski książę Ruryk został zaproszony przez Słowian w 862 r. objął władzę w Nowogrodzie. Po dwudziestu latach przesniósł stolicę swego panstwa do Kijowa (stąd Ruś Kijowska). Wikingowie nie tylko napadali i grabili, ale też zajmowali się handlem. Dość często tam, gdzie miało to sens i miejscowe realia na to pozwały zakładali emporia (ośrodki wymiany handlowej). Najczęściej przyczyn ekspansji wikińkiej historiografia upatruje we wzroście demograficznym i niemożności wyżywienia wszystkich mieszkańców ze względu na mało urodzajną ziemię. Innymi powodami mogły być narastające różnice materialne, które zachęcały niektórych przywódców (jarlów) do urządzania wypraw łupieżczych w celu pomnożenia bogactwa własnego i swoich klientów oraz konflikty wewnętrzne, rozstrzygane na ogół bardzo krwawo. W okresie przechodzenia od ustroju plemiennego do państwa funkcjonuje u Wikingów wiec (thing). Naczelnik plemienny nosi często tytuł króla (kanut). Mimo powolnej chrystianizacji Skandynawii nadal istnieje niewolnictwo. Niewolnik (trall) pochodzący najczęściej z wypraw wojennych nie ma żadnych praw.

W XIX wieku modne były w nauce teorie wywodzące początki pierwszych państw słowiańskich od Wikingów. Niektórzy historycy dopatrywali się nawet w herbach polskiej szlachty zdeforomowanego pisma runicznego. W kilku przypadkach źródła pisane nie pozostawiają jednak wątliwości, że tak właśnie było (choćby wspomniana Ruś kijowska). Twierdzenia, że Mieszko I był Wikingiem, przestały się pojawiać w obiegu naukowym po I wojnie światowej. Jednak zarówno źródła pisane jak i zwłaszcza archeologiczne wskazują na obecność w Wolinie Wikingów. Dowodem bliskich kontaktów państwa pierwszych Piastów ze Skandynawią są choćby losy Świętosławy – Sygrydy, córki Mieszka I. Została ona wydana za mąż za Eryka Zwycięskiego, króla Szwecji. Po jego śmierci pośłubiła Swena Widłobrodego, władcę Duńczyków i Norwegów.

W Dziejach biskupstwa hamburskiego niemiecki kronikarz Adam z Bremy opisuje Wolin tak:

 

W jej ujściu [rzeki Odry], którym zasila scytyjskie bagna, przesławne miasto Jumme [Wolin] zapewnia nader uczęszczany punkt postoju dla barbarzyńców i Greków, którzy mieszkają naokoło. Ponieważ na chwałę tego miasta wypowiada się rzeczy wielkie i zaledwie godne wiary, chętnie dorzucę kilka słów godnych opowiedzenia. Jest to rzeczywiście największe z miast, jakie są w Europie. Zamieszkują je Słowianie łącznie z innymi narodami, Grekami i barbarzyńcami; także i sascy przybysze otrzymują prawo zamieszkania, byleby tylko przebywając tam, nie występowali z oznakami swego chrześcijaństwa. Wszyscy bowiem [mieszkańcy] jeszcze dotąd podlegają błędom pogaństwa; zresztą pod względem obyczajów i gościnności nie znajdzie się lud bardziej uczciwy i przychylny. Jest tam latarnia morska, którą mieszkańcy nazywają ogniem greckim (tłum. G. Labuda). Tak więc według tego kronikarza był Wolin miastem kosmopolitycznym. Oprócz Słowian mieszkali w nim Rusini lub Bizantyjczycy (wymiemienienie w tekście Grecy) oraz Niemcy. Być może przez „barbarzyńców” rozumie innych pogan, w tym Skandynawów, wśród których chrześcijaństwo przyjmowało się powoli i wyjątkowo opornie. Ten sam kronikarz opisuje krótko pobyt w Wolinie króla duńskiego Haralda Sinozębego. Warto przy okazji przypomnieć, że to od jego przydomka pochodzi nazwa urządzenia Bluetooth. Otóż około roku 986: ranny uciekł podczas bitwy, wsiadł na statek i dotarł do miasta Słowian nazywanego Iumne [Wolin]. Wbrew własnym obawom, jako że byli poganami, został przez nich życzliwie przyjęty, po kilku dniach cierpiąc z powodu odniesionej rany odszedł wyznając Chrystusa. Jego ciało zostało przez wojsko przetransportowane do ojczyzny i zostało pochowane w mieście Roskilde w kościele, który on sam jako pierwszy wzniósł ku czci Trójcy Świętej (tłum.BS).

Autor podkreśla, że w czasach Halarda Sinozębego Wolin był miastem zamieszkiwanym przez pogańskich Słowian. Nie ma żadnej wzmianki o obecności mieście albo jego pobliżu Wikingów. Powstaje więc podstawowe pytania, jak narodziła się legenda o mieście Jom, Jomswikingach oraz o Winecie? Otóż o Jomswikingach i ich ośrodku Jom mówią dopiero sagi skandynawskie z XII i XIII wieku. Warto nieco bliżej scharakteryzować te źródła. Otóż sagi powstawały w społeczeństwie niepiśmiennym, w którym dominowała kultura ustna (oral culture). W oczywisty sposób taki stan rzeczy sprzyjał deformacji rzeczywistych wydarzeń historycznych. Głównym celem autorów sag nie było też przechowanie wiernego obrazu przeszłości, ale przede wszystkim podkreślenie wielkości czynów ich bohaterów. Świat przedstawiony w sagach nigdy nie istniał. Jest na ogół barwnym i ciekawym połączeniem elementów różnych rzeczywistości: czasów kiedy żyli opisywani bohaterowie, epoki współczesnej autorowi oraz tego, co je od siebie oddziela. Intensywne i szczegółowe badania prowadzone choćby nad Iliadą i Odyseją ukazały, jak trudnym w interpretacji źródłem jest poemat epicki. Wyobrźmy sobie, że za kilkaset lat, historyk stajnie przed zadaniem rekonstrukcji epoki napoleońskiej, wyłącznie na podstawie Pana Tadeusza. Dla większości historyków jest zatem oczywiste, że mając do wyboru współczesne wydarzeniom źródła łacińskie (Widukind, Saxo Gramatyk, Adam z Bremy, Thietmar, Helmold) oraz późniejsze sagi skandynawskie, pierwszeństwo należy dać tym pierwszym. Także dlatego, że kronikarze X – XII wieku stawiali sobie za zadanie rejestrowanie faktów, a nie podawanie barwnych, w znacznym stopniu zmyślonych historii. Natomiast eksploatowana zwłaszcza przez autorów XVI legenda o zatopionym mieście Wineta powstała na skutek błędnego odczytania przez kopistę tekstu Adama z Bremy. Całą ta sprawę skrupulatnie zbadał swgo czasu Ryszard Kiersnowski w rozprawie Legenda Winety.

Z takim podejściem do przeszłości nie zgadzają się archeologowie. Znalezione w Wolinie liczne przedmioty, niewątpliwie pochodzenia skandynawskiego maja w ich opinii być dowodem na istnienie Jomsborga. Przekonanie takie prowadzi do odrzucenia ważnych źródeł pisanych i powoływanie się na wspomniane już sagi. Profesor Leszek Paweł Słupecki jeden z wybitnych znawców zagadnienia ujął rzecz następująco: Pod koniec X wieku wśród sąsiadów Polaków szczególne miejsce nalażalo do Jomsvikingow. Nie mamy całkowitej pewności, że faktycznie istnieli. Dla wielu uczonych są tylko postaciami z opowieści sag, stworzonymi później niż w X wieku.

Legendy zawsze żyją własnym życiem. Każdy, kto trafi do Wolina jest bombardowany opowieściami o wielkiej przeszłości miasteczka. Nawet oficjalna strona internetowa zaprasza do zwiedzania legendarnej siedziby Jomswikingów Winety. Historykowi pozostaje chyba tylko przyjąć postawę, jaką prezentował pewien kandydat na delegata na kolejny Zjazd nieboszczki Partii (wiadomo której). Na zadawane przez dziennikarza pytania niewzruszenie odpowiadał: uważam tak jak Trybuna Ludu. W końcu zniecierpliwiony żurnalista atakuje: To nie ma pan w żadnej sprawie swojego zdania? Wtedy kanydat: Mam ale się znim nie zgadzam!

 

Wszystkim zainteresowanym polecam lekturę książek:

  1. Labuda, Fragmenty dziejów Słowiańszczyzny Zachodniej, T. II., Poznań 2002.
  2. Morawiec, Wolin w średniowiecznej tradycji skandynawskiej, Kraków 2010.
  3. M. Stanisławski, Jomswikingowie z Wolina – Jomsborga, Warszawa 2013.

Saga o wikingach z Jom, tłum. J. Wołucki, Sandomierz 2011.

Wolin wczesnośredniowieczny, pod red. B. Stanisławskiego i W. Filipowiaka, cz. 1- 2, Warszawa 2013.

  1. Wojtkowiak, Skandynawskie wpływy kulturowe w Wolinie (IX – XI wiek), Wrocław 2012.

 

Powstał także dostępny w internecie film o Wolinie:

Miasto zatopionych bogów