Fik Meijer, Morze Śródziemne. Historia osobista, z niderlandzkiego przełożyła A. Bienias, Książka i Wiedza, Warszawa 2014, ss. 408.

 

Holenderski historyk starożytności, Fik Meijer nie był dotychczas szerzej znany polskim czytelnikom. Ze względu na profil prowadzonych badań naukowych nie był też cytowany przez polskich badaczy antyku. Tymczasem piastujący w latach 1992 – 2007 katedrę historii starożytnej Uniwersytetu w Amsterdamie Meijer od wielu lat znany jest nie tylko profesjonalnym historykom i archeologom, ale też szerokim rzeszom czytelników w Holandii i poza jej granicami. Jego książki były tłumaczone na języki: angielski, niemiecki, fiński, szwedzki, chorwacki, czeski, turecki, włoski i chiński! Popularność książek profesora Meijera wynika zapewne z rzadko spotykanych kompetencji Autora – jest historykiem, filologiem klasycznym i archeologiem, a jednocześnie praktykującym nurkiem i żeglarzem. Wszystko to wyjątkowo udatnie łączy z talentem popularyzatora nauki. Właściwe wszystkie jego książki są pokłosiem prowadzonych wcześniej samodzielnych, oryginalnych badań. Poza książkami na temat gladiatorów, wyścigów rydwanów, historii żeglugi w starożytności, podróży św. Pawła do Rzymu opublikował wiele artykułów w czasopismach fachowych. Dokonał także tłumaczenia dzieł autorów greckich i łacińskich: Józefa Flawiusza, Wegecjusza i Grzegorza z Tours.

Omawiana książka Morze Śródziemne. Historia osobista jest pierwszą, ale miejmy nadzieje nie ostatnią książka tegoAutora, która ukazuje się w polskim tłumaczeniu. Oryginalne wydanie holenderskie ukazało się w 2010 roku i w kilka miesięcy później zostało nagrodzone prestiżową nagrodą stowarzyszenia księgarzy holenderskich Libris w dziedzinie historii.

W pewnym sensie ksiązka jest podsumowaniem naukowej, intelektualnej i życiowej drogi Meijera. Nie zawiera co prawda ekscytujących szczegółów z życia uniwersyteckiego kampusu, ale bardzo wiele mówi o Autorze i jego postrzeganiu świata.

Książkę otwiera znany wiersz greckiego poety Konstantinosa Kawafisa, Itaka. Jest to niejako credo samego Meijera.

Skala naukowych pasji Autora znajduje pełne odzwierciedlenie w jego najnowszej książce. Równie kompetentnie omawia eksplorację najstarszych wraków znalezionych w wodach Morza Śródziemnego, jak i hipotezy dotyczące powstania triery, domniemanej trasy morskiej podróży św. Pawła, Wieży Wiatrów w Atenach, produkcji i dystrybucji sosu garum, genezę powiedzenia navigare necesse est, tajniki handlu winem w starożytności, znaczenia oliwy w gospodarce rzymskiej, morskiego transportu dzikich zwierząt, handlu niewolnikami, obrotu dziełami sztuki, pierwsze morskie pielgrzymki do Ziemi Świętej. Geograficzne zainteresowania Autora rozciągają się od Azji Mniejszej po Gibraltar, a chronologiczne od epoki brązu po późny antyk. Ciekawa, żywa narracja często wzbogacana jest cytatami ze źródeł, nad którymi (zarówno pisanymi jak i arcehologicznymi) Autor panuje znakomicie. Sekret powodzenie tej i innych książek Meijera wynika między innymi z faktu, że nie jest on tzw. badaczem gabinetowym. Od młodości pływał, żeglował i nurkował chyba we wszystkich wodach Morza Śródziemnego. Pracował także jako przewodnik turystyczny. Osobiście brał udział w badaniach starożytnych wraków. Wiedza i doświadczenie żeglarskie (jest kapitanem i instruktorem żeglarstwa) pozwalają mu opowiadać o podejmowanych kwestiach dotyczących żeglugi w sposób najbardziej kompetentny. Kiedy pisze o sztormie czy statku wyrzuconym przez dopychający wiatr na skały, wie z własnego doświadczenia o czym mówi. Czuć, że rozumie dramat ludzi sprzed tysięcy lat, których katastrofa dotknęła. Kiedy opisuje rekonstrukcję greckiej triery, nie opowiada się po żadnej ze stron naukowego sporu, ale rzeczowo przedstawia najważniejsze kwestie w sposób zrozumiały dla laika. O pełnej energii osobowości Autora świadczy fakt, że powołał nawet do życia specjalną fundację, która miała zamiar rekonstrukcję triery Olimipas sprowadzić do Holandii i udostęnić ją do zwiedzania szerokiej publiczności.

Uchybienień w zakresie faktorgrafii jets niewiele. W większości, co ciekawe, bo są to wydarzenia powszechnie znane, dotyczą wojen grecko – perskich. W roku 490 przed Chr. wbrew opisowi Meijera, wojska perskie nie zostały pokonane „na oczach wielkiego króla”, ponieważ pod Maratonem Dariusza nie było – wojskami perskimi dowodzili Datys i Artafernes. Najwyraźniej wybitny historyk pomylił Maraton z Salaminą (s. 113). Nieco dalej podaje, że po odnalezieniu złóż srebra w górach Laurion Ateńczycy zbudowali flotę złożoną ze 150 trier (wg źródeł starożytnych 200). W zwięzłym opisie zmagań roku 480 przed Chr. nie wiedzieć czemu oblicza wielkość floty Wielkiego Króla nie na 1207 trier (jak informuje nas Herodot), ale wymienia cyfrę 900. Jeszcze w kilku innych miejscach opis wojen grecko – perskich odbiega znacząco od powszechnie znanego przekazu źródłowego. Podczas II wojny punickiej Hannibal pojawił się w Italii w roku 217, a nie w 218, jak chce Meijer (s. 220). Omawiając proces romanizacji prowincji cesarstwa rzymskiego Autor stwierdza, że za panowania cesarza Klaudiusza przyjęto Gallów do stanu senatorskiego, ale nie do senatu. Stwierdzenie to stoi w sprzeczności z informacja podaną przez Tacyta i znaną inskrypcją, zawierającą treść mowy, jaką Gallowie wygłosili w senacie. Opowiadano nawet anegdotę, że na potrzebę nowych senatorów trzeba będzie postawić w Rzymie znaki wskazujące drogę do budynku, w którym zbierał się senat. Cóż quandoque bonus dormitat Homerus.

Jednocześnie jednak styl narracji wciaga czytelnika tak, że erudycja i wiedza Meijera nie przytłaczają ilością drugorzędnych szczegółów, dat, etc. Wielką zaletą jest też osobisty styl, w jakim prowadzona jest opowieść. Autor nie ukrywa, że jako młody człowiek brał udział w nielegalnym handlu antycznymi amforami wydobybytymi z morza, ale kończy kłopotliwe dla nobliwego profesora opowiadania szczerym wyznaniem: wstydzę sie tego. W tok opowieści umiejętnie wkomponowane są taksty antyczne oraz czytelne, obrazowe mapy. Ponadto uzupełnieniem treści książki jest kilkadziesiąt ilustracji czarno – białych i kolorowych.

O ile sam oryginalny tekst Meijera nie wzbudza poważniejszych zastrzeżeń, to sporo uwag krytycznych należy podnieść w stosunku do polskiego tłumaczenia. Tłumaczka najwyraźniej nie zna i nie rozumie terminologii nautycznej i żeglarskiej. Wielokrotnie pojawia się wyrażenie „zarzucić kotwicę”. O „zarzucaniu kotwicy” pisał już Joseph Conrad w Zwierciadle morza, że tak powiedzieć mogą tylko kompletni ignoranci. Zamiast „okręt” pojawia się „statek wojenny”, „burta” to „burtnica”, „waza” to „wazon”, „nautyczny” to „nautystyczny”, „okręt taranujący” to „taranowy”, zamiast prawa i lewa burta pojawia się „sterburta” i „bakburta”. Termin „floating hypothesis” przetłumaczony został jako „dryfująca hipoteza”, zamiast „pływająca hipoteza” (chodzi o zbudowaną w latach osiemdziesiątych przez trust brytyjsko – grecki rekonstrukcję starogreckiej triery Olimpias). Wiele terminów jest kompletnie niezrozumiałych, np. szandek, helmstok. Podobnie ma się sprawa z nazwami geograficznymi. Wyspa Santorini (starożytna Thera) staje się w książce Santorynem, chorwacka wyspa Mljet Miletem, Ajgospotamoj Rzekami Kóz etc. Kilka razy zamiast „ćwierćwiecze” pojawia się „kwartał”. Podobnie ma się sprawa z wyrazami transkrybowanymi z greki – znaki akcentowe postawione są na ogół w niewłaściwych miejscach. Być może jest tak już w oryginalnym wydaniu, ale nie miałem możliwości porównania. Niekiedy zdanie w przekładzie staje się zupełnie niezrozumiałe: Uważali Fenicjan za chciwych kupców, którzy dzięki niewłaściwemu prowadzeniu interesów uzyskiwali wysokie dochody (s. 96). Z kontkekstu wynika wyraźnie, że chodzi o „niestosowne” albo „niedopuszczalne”, a nie „niewłaściwe”. Na s. 190 czytamy: Gdy widzi się amfory (…) niektóre nawet w decorum statku (…). Chociaż znam sens łacińskiego terminu decorum nie jestem w stanie zrozumieć sensu wyrażenia „decorum statku”. W polskiej literaturze historycznej imię orientalnego władzcy pisane jest zwykle jako Tiglatpilesar, a nie osobno Tiglat Pileser (s. 92). Eol stał się Aeolusem (s. 180). Na s. 189 królowie hellenistyczni stają się helleńskimi. Jednym z najbardziej kuriozalnych fragmentów przekładu jest tłumaczenie pisma Lukiana z Samosat Navigium Isidis (s. 289). W opisie szczegółów technicznych statku zamiast kilu (główny element konstrukcyjny) pojawia się kilwater (ślad pozostawiony na wodzie)! Wiosła sterowe stają się wiosłami „sterowniczymi” (s. 215). Osobna kwestia to wykorzystanie istniejących przekładów polskich z literatury gerckiej i rzymskiej. W przypisach informacje na ten temat podawane są niekonsekwentnie. Często mimo istnienia polskiego przekładu Tłumaczka nie przytacza go, ale sama dokonuje przekladu starożytnego tekstu z niderlandzkiego na polski. Można tez zastanawiać się dlaczego Metamorfozy Owidiusza cytowane są w przekładzie B. Kicińskiego z początku XIX wieku, a nie w nowym tłumaczeniu Anny Kamieńskiej i Stanisława Stabryły. Podobnie ma się sprawa z Odyseją – cytowany przekład Lucjana Siemieńskiego brzmi już dzisiaj bardzo archaicznie i nie zawsze jest zrozumały. Tłumaczka pozwala sobie niekiedy na ingerencje w w tekst Autora i próbuje go korygować. Swoistym kuriozum jest przypis tłumaczki na stronie 170, w którym powołuje się na informacje z wikipedii! Jednocześnie jednak trzeba stwierdzić, że generalnie książkę czyta się dobrze, co należy uznać za dowód dobrze wykonanej pracy translatorskiej. Jedyne co można zarzucić, to nieznajomość opisywanych realiów, co skutkuje tłumaczeniem tekstu bez jego zrozumienia oraz nieuzasadnione ingerencje w oryginalna pracę Autora.

Wydawnictwo powinno na przyszłość tekst tłumaczenia przekazać do konsultacji fachowej, co pozwoli uniknąć wielu błędów i nieporozumień. Podobna sytuacja ma bowiem miejsce także w przypadku styntezy Starożytna Grecja, pod red. S. Pomeroy, wydanej również przez Książkę i Wiedzę, gdzie wielokrotnie Tłumaczka obnarza swoją ingorancję w zakresie treści ksiązki

Podsumowując trzeba stwierdzić, że wydanie polskiego przekładu książki Fika Meijera jest cenną i pożądaną inicjatywą. Miejmy nadzieje, że również inne książki tego poczytnego historyka ukażą się w Polsce.

 

Napisał Bogdan Sobiło, Kraków